sobota, 29 kwietnia 2017

1.4

Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Postanowiłam, że pójdę w moje ulubione miejsce w mieście czyli pod most. Ruszyłam w tamtym kierunku i chyba po dwudziestu minutach byłam na miejscu. Usiadłam na ogromnym kamieniu i zaczęłam patrzeć gdzieś w dal.
- Gosia ty tu? - Usłyszałam męski głos, odwróciłam się i zobaczyłam Mateusza. Mojego kumpla z liceum. On chodził ze mną do klasy. Mimo tego, że zajmował się nielegalnymi interesami do gadywaliśmy się.
- Hej Mat. - Rzekłam.
- A ty nie powinnaś być we Wrocławiu? - Spytał Mateusz.
- Moi rodzice zostali pobici i są w szpitalu. Wszystko przez mojego brata. - Odpowiedziałam.
- Nadal ćpa? - Spytał Mateusz.
- Tak, ale mam sprawę...
- Wal.
- Postrzelił byś go, zapłacę ci. - Rzekłam.
- Ile? - Zapytał.
- Pięć tysięcy. - Odparłam.
- Zastanowię się. - Rzekł.
- Dzięki idę nara.
- Nara.
Postanowiłam puść jeszcze na jakieś zakupy. Po trzech godzinach wróciłam do domu. Otworzyłam drzwi z klucza i weszłam do środka. Z mojego pokoju usłyszałam hałas. "Oho znowu jego kumple są tu." - Pomyślałam i zaczęłam wykładać produkty na stół. Nagle poczułam czyjeś ręce na biodrach.
- Ale ty masz boskie ciało. - To był Marcin jeden z kumpli mojego brata.
- Weź te łapy. - Syknęłam.
Marcin zaczął wpychać mi ręce pod bluzkę. Szybko go odetchnęłam i pobiegłam do łazienki. Gdzie zamknęłam się od środka. Wyjęłam telefon i zobaczyłam dziesięć nieodebranych połączeń od Karoliny, osiem od Maryli i po pięć od Ali i Justyny
Już miałam dzwonić do Karoliny, ale ujrzałam, że dzwoni do mnie Mat. Odebrałam bez zastanowienia.
-Zdecydowałem się, zrobię to. Proponuję dwa tysie przed robotą i resztę po. Co ty na to?- powiedział.
-To gdzie i kiedy chcesz hajsy?
-Potem ci wyśle SMS-a, bo teraz muszę kończyć- odparł i się rozłączył. Ja wykręciłam numer do Karoli. -No nareszcie- usłyszałam w słuchawce- Pragnę cię powiadomić, że jedziemy tam do ciebie.
-Że co?! Ale nie możecie tutaj przyjechać.
-Nie ma żadnego ale. Już jesteśmy w pociągu Gośka. Za jakąś godzinę powinnyśmy być- oznajmiła moja przyjaciółka. "No zajebiście"- pomyślałam. Mój brat z domu zrobił melinę, a moje przyjaciółki tutaj jadą. Nagle usłyszałam wycie syren a zaraz potem huk.
-Gosia, co się tam dzieje?- zapytała Ala.
-Pogadamy jak przyjedziecie. Teraz muszę kończyć- rozłączyłam się i postanowiłam wyjść z łazienki.
Wyszłam i jedyne co zobaczyłam to mnóstwo dymu i strażaków gaszących pożar.
- Niech pani stad wyjdzie. - Usłyszałam męski głos i zanim zdążyłam zaprotestować, ktoś chwycił mnie za nadgarstek i wyciągnął z domu.
- Czy ktoś może mi wyjaśnić co tu się dzieje? - Spytałam.
- Wracałam z zakupów i zobaczyłam dym który się wydobywał z okna. - Powiedziała pani Ewa moja sąsiadka.
- A co z moim bratem i jego kolegami? - Spytałam.
- Widziałam jak gdzieś szli. - Odezwał się pan Andrzej.
- Boże to jest jak zły sen.
Po chwili strażacy wyszli z mojego domu.
- Sytuacja opanowana. - Rzekł jeden z nich.
- Dziękuje. - Rzekłam.
- Strażacy pojechali, a grupka widzów się rozeszła.
Ja natomiast dostałam SMS-a od Mata. "Kasa za czterdzieści pięć minut na naszym miejscu."
Zabrałam torebkę i poszłam do banku wypłacić pieniądze, a potem w ustalone miejsce, gdzie był już Mat.
- Masz? - Spytał Mateusz.
- Mam. - Już miałam dać mu kopertę, ale usłyszałam głos Karoliny.
- Uciekaj. - Szepnęłam do Mateusza, a sama schowałam pieniądze.
Po chwili dziewczyny Damian i Emil byli przede mną.
- Hej. - Przywitałam się.
- Gośka co ty robisz? - Spytała Karolina.
- Ale o co ci chodzi? - Starałam się grać zaskoczoną
- O to, ze widzieliśmy wszystko. - Rzekła Maryla.
- A co ja mam innego zrobić?!
- Może iść na policje. Gosia studiujesz prawo i chcesz to zjebać. - Karolina złapała mnie za ramiona i potrzasnęła. Chyba się obudziłam bo pomysł z postrzałem wydał mi się głupi.
- Dobra chodźcie do kawiarni niedaleko. Pogadamy na spokojnie. - Rzekłam, a oni mi przytakneli.

*Dziesięć minut później*

- Nie musieliście przyjeżdżać. - Powiedziałam.
- Musieliśmy. - Rzekła Ala.
- Już byś się wpakowała w kłopoty. - Dodała Justyna.
- Bywa.
- Żadne "Bywa" Gosia wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć, ale nie rób takich rzeczy. - Blondynka zamknęła mnie w żelaznym uścisku. A juz po chwili reszta dziewczyn dołączyła.
- Dziękuje. - Rzekłam.
- Macie już hotel? - Spytałam.
- Nie.
- Cholera. A dobra zamieszkacie u mnie. - Rzekłam. Choć nie wiedziałam czy to dobry pomysł...


No cześć słonka! Sobota i kolejne opowiadanko.
Pytanka
1. Czy to dobry pomysł, żeby przyjaciele Gosi u niej zamieszkali?
2. Czy brat Gosi stanie się dla nich zagrożeniem?
Tego wszystkiego dowiecie się niebawem.
A i jeszcze jedno pamiętaj
Komentujesz = Motywujesz. :*
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥

niedziela, 23 kwietnia 2017

1.3

*6 Godzin później*

- Pociąg jadący z Wrocławia do Ostrołęki dojechał na miejsce. Dziękujemy za podróż. - Usłyszałam komunikat, który mnie obudził. Szybko sprawdziłam czy wszystko mam, na szczęście wszystko było, zabrałam walizkę i torebkę i wysiadłam z pociągu. Zerknęłam na zegarek, który miałam na ręce godzina czwarta. Szpital pewnie zamknięty, Postanowiłam udać się do domu, choć sama nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Ale innego nie miałam. Chyba po trzydziestu minutach byłam przed drzwiami, otworzyłam je kluczem i weszłam do środka. Poszłam do swojego pokoju, mój brat spał na swoim łóżku jak by nigdy nic nie zrobił. Oparłam się o futrynę drzwi, patrzyłam na niego. Tak to mój brat ten przestępca, westchnęłam tylko. Udałam się do pokoju rodziców, postawiłam walizkę przy stole, a sama położyłam się na ich łóżko przykryłam kocem i zasnęłam.
Obudził mnie huk zamykanej szafki. Niczym wystraszony kot, który spał poderwałam się z łóżka. Ahh no tak mój brat to jednak nie potrafi być cicho.
- No proszę, kto to nas odwiedził? - Zapytał z kpiną w głosie. - Witam moją kochaną siostrzyczkę. - Dodał.
Spojrzałam na niego. W głębi siebie miałam ochotę do niego podejść i mu coś zrobić.
- Daruj sobie. - Powiedziałam, po czym wyjęłam z walizki ciuchy i poszłam do łazienki się ubrać i doprowadzić do porządku. Kiedy wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni mój brat siedział przy stole jedząc płatki. Spojrzałam na niego, po czym podeszłam do kuchennego blatu, wzięłam z niego sok i nalałam do szklanki, którą wcześniej wyjęłam z szafki.
- Po co przyjechałaś? - Spytał chłopak.
- A co miałam zrobić? Rodzice są w szpitalu pobici. I to wszystko twoja sprawka! - Krzyknęłam.
Widocznie cała złość znalazła ujście.
- Dostali bo za mocno fikali. - Odpowiedział ze spokojem.
Miałam już go dość. Wyszłam z kuchni. Poszłam do pokoju rodziców sprawdziłam czy wszystko mam w torebce z portfela zniknęło pięćset złotych. Wściekła poszłam do kuchni.
- Masz trzy sekundy na oddanie moich pieniędzy. - Mój głos z tego miłego stał się stanowczy.
- Ale o czym ty mówisz? - Mój brat strugał idiotę.
- W portfelu miałam pięćset złotych i trochę drobnych, były jeszcze wcześniej, a teraz ich nie ma. Liczę do trzech. - Rzekłam i zaczęłam odliczać.
- Raz...
- Dwa...
- Masz. - mój brat rzucił banknotami na stół.
Szybko je zebrałam, zabrałam torebkę i wyszłam. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala.
- Dzień dobry szukam państwa Magdaleny i Wiktora Mazur. - Zwróciłam się do pani z recepcji.
- Dzień dobry, a jesteś kimś z rodziny? - Spytała kobieta w średnim wieku.
- Tak jestem ich córką. - Odpowiedziałam.
- Pani rodzice są na OIOMie to 2 piętro na wprost windy. Znajdują się na sali numer 273 - Rzekła kobieta.
- Dobrze dziękuje do widzenia. - Powiedziałam i udałam się w kierunku windy, którą pojechałam na drugie piętro. Wysiadłam z windy i szybko pobiegłam na OIOM. Nie czekając na nic wparowałam do sali rodziców i nogi mi się ugięły, oboje byli nie przytomni. Podłączeni do różnych aparatur nawet nie wiedziałam do czego te kabelki, tata miał zabandażowaną głowę.
- Proszę pani tutaj nie wolno wchodzić. - Usłyszałam męski głos.
- Ale to moi rodzice. - Zwróciłam się w stronę mężczyzny, który był lekarzem.
- W takim razie zapraszam ze sobą. - Powiedział, a ja udałam się za nim.

*Karolina*

_ Co Gośka wyjechała i ty jej na to pozwoliłaś, żeby sama jechała? - Spytałam.
- Ale ona sama mi zakazała. - Odezwała się Maryla.
- Jej brat jest niebezpieczny. - Tym razem głos zabrała Alicja.
- Do cholery Gosia jest w niebezpieczeństwie, potrzebuje naszego wsparcia. - Powiedziałam.
- Ale to 6 godzin jazdy, na dodatek nie znamy tego miasta, nie wspomnę o tym, że jej brat to narkoman. - Odezwała się Justyna.
- Nie obchodzi mnie to. Są mapy google. Poradzę sobie. - Rzekłam.
- Ale kochanie nie możesz sama jechać, pojadę z Tobą. - Odezwał się Damian.
- A reszta? - Zapytałam.
- Ja jadę. - Odezwała się Maryla.
- Ja też. - Odezwał Emil chłopak Maryli.
- My też jedziemy. - Powiedzieli Alicja i jej chłopak Wojtek.
- Ja też. - Powiedziała Justyna.
- Ktoś jeszcze? - Spytałam.
- Ja. - Odezwał się Sebastian, a ja spojrzałam na niego wzrokiem seryjnego mordercy.
- Żartuję. - Zaśmiał się.
Razem z dziewczynami, Damianem i Emilem poszliśmy do naszych pokoi i zaczęliśmy się pakować.

*Gosia*

- Co z nimi? - Spytałam.
- Otóż Twoi rodzice zostali poważnie pobici. Twoja mama miała pękniętą śledzionę i połamana żebra, a twój tata miał pękniętą czaszkę i krwotok. - Oznajmił doktor Marek Szewczyk.
- Przeżyją? - Spytałam.
- Zrobimy wszystko by tak się stało. - Powiedział doktor.
- Mogę do nich wejść. - Spytałam.
- Tak, ale tylko na chwilę i ubierz fartuch. - Oznajmił mężczyzna.
- Dziękuje. - Wstałam z krzesła na którym siedziałam i poszłam na OIOM założyłam fartuch i weszłam do sali rodziców. Patrzyłam na nich i rozpłakałam się jak dziecko i wyszłam z sali. Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach.
"Kurwa dlaczego?" - Spytałam samą siebie w myślach. "Nie to nie może tak być, nie pozwolę by on chodził po świecie. On musi trafić do więzienia." - Pomyślałam, po czym szybko wstałam i skierowałam się do wyjścia...





Cześć aniołki! Mamy kolejne opowiadanie.
1. Co zrobi Gosia?
2. Czy Gosi się coś stanie?
3. A może ktoś ją powstrzyma?
Tego wszystkiego dowiecie się niebawem.
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥


sobota, 22 kwietnia 2017

1.2

- Abonament czasowo niedostępny. - Usłyszałam w słuchawce.
- Niech to szlak!
- Spokojnie. Uspokój się i zjedz tą zupę. - Karola starała się mnie uspokoić.
A ja tylko westchnęłam i zaczęłam jeść. Jednak co chwila zerkałam na telefon leżący na stole.
Po posiłku Karolina poszła do swojego pokoju, gdyż przyszedł do niej jej chłopak Damian, a ja zabrałam się za umycie naczyń, bo nie chciałam zostawić po sobie bałaganu. Nagle usłyszałam dźwięk SMSa, szybko wytarłam ręce i wyjęłam telefon, odblokowałam go i odczytałam wiadomość od brata "Jestem na imprezie nie mogę gadać."
"No kurwa", zaklęłam w duchu. Bałam się, że znowu wróci do domu naćpany i będzie się awanturował. Przez głowę mi przeszło nawet, żeby może wsiąść w pociąg i pojechać do mojej rodzinnej miejscowości, ale z drugiej strony studia. Miałam mętlik w głowie. Bałam się, że kolejny raz któryś z moich rodziców wyląduje w szpitalu. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy bezsilności. Nic do niego nie docierało, że przesadza. Nie miałam pomysłu jak na niego wpłynąć. W końcu poszłam do swojej sypialni. Otworzyłam szafę, wyjęłam z niej walizkę i zaczęłam się pakować. Po pięciu minutach wywaliłam z niej jednak wszystko i rzuciłam się na łóżko. Po jakimś czasie zasnęłam. Około dwudziestej trzeciej obudził mnie telefon. Spojrzałam na niego. Numeru nie miałam zapisanego. Odebrałam nie pewnie.
-Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Małgorzatą Mazur- usłyszałam w słuchawce.
-Tak, a kto mówi?
-Ja nazywam się Anna Reiter, dzwonię ze szpitala w Ostrołęce w sprawie pani rodziców- odparła, a mi się zrobiło gorąco.
-Co, co się stało?- wyjąkałam.
-Pani rodzice trafili do nas z poważnymi obrażeniami po pobiciu- powiedziała, a mi serce podeszło do gardła. Wiedziałam kto za tym stał. Byłam na siebie wściekła, że się nie spakowałam i nie wyruszyłam do domu tak, jak to było w pierwotnej wersji.
"Spakować rzeczy, wsiąść w pociąg nocny i jechać do domu" - Ta myśl pojawiła się w mojej głowie. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie dwudziesta  trzecia czterdzieści. Szybko spakowałam walizkę, trochę się ogarnęłam i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Ruszyłam a stronę schodów. Gdy nagle zaczepiła mnie Maryla.
- Gdzie się idziesz? Po co Ci ta walizka. - Wskazała na walizkę z motywem wieży Eifela.
- Wracam do domu. Moi rodzice są w szpitalu, młody za tym stoi. - Rzekłam.
- Ale ty nie możesz sama jechać. - Stwierdziła - Pojadę z tobą.
- Nawet o tym nie myśl. - Powiedziałam.
- Paweł jest niebezpieczny. - Dodałam i spuściłam wzrok.

*Wspomnienie*

Siedziałam w pokoju obstawiona książkami uczyłam się do matury. Nagle usłyszałam, krzyki z pokoju rodziców. Po cichu podeszłam do drzwi i delikatnie je otworzyłam robiąc sobie szparę, tak bym mogła obserwować wszystko
- Znowu jesteś naćpany! - Krzyknął mój tata.
- Spierdalaj! - Odpowiedział mój brat
- Magda zrób coś z nim. - Tata zwrócił się do mamy, która siedziała załamana przy stole. Kobieta wstała i podeszła do mojego brata.
- Dlaczego ty to robisz? - Spytała patrząc na niego.
- Bo to kocham. - Uderzył ją w twarz i ruszył w stronę pokoju w którym byłam.
Szybko usiadłam na łóżko udając, że się uczę. Drzwi się otworzyły, a ja wyprostowałam się przy ścianie i wyostrzyłam słuch i wzrok. Wszedł do pokoju usłyszałam głośne kroki lekko podniosłam głowę. Spojrzał na mnie.
- A ty jak zwykle w książkach. - Zakpił.
Westchnęłam tylko, wstałam i wyszłam z pokoju udając się na pokoju rodziców. Mama siedziała zapłakana, a tata ją przytulał.
Podeszłam do nich.
- Wszystko widziałam. - Oznajmiłam.
- Uderzył cię? - Spytał tata.
A ja zaprzeczyłam ruchem głowy. Mój brat wyszedł z pokoju i ruszył do drzwi.
_ Wychodzę na imprezę. - Oznajmił, a ja miałam ochotę do niego podejść i go okrzanić.

*Rzeczywistość*

- A jak coś Ci zrobi? - Spytała Maryla.
- Dam sobie radę.
- Uważaj na siebie. - Rzekła i mnie przytuliła.
- Będę. Powiedz dziewczynom, że wrócę i jeszcze wiesz komu. - Przytuliłam się do niej.
- Dobrze. - Rzekła.
- To pa. - Wyswobodziłam się z je objęć.
- Pa. - Rzekłam

*Godzinę później*

Siedziałam w pociągu, który jechał do mojej rodzinnej miejscowości. W uszach mam słuchawki, leci Paluch. Patrzę za okno. Boje się o rodziców. Co mnie spotka w domu? Czy przeżyją? Co mój brat na moją wizytę? W głowie mam mętlik. Pełno pytań bez odpowiedzi. W końcu ogarnia mnie senność i zasypiam...

Hej misie! Kolejne opko przed nami, tym razem pisane z tą panią -------> Blogerka1978 Dziękuje za pomoc. :*
Pytanka.
1. Czy Gosia dobrze zrobiła wyjeżdżając z Wrocławia do rodzinnej miejscowości?
2. Czy coś się wydarzy między nią, a jej bratem?
3. Czy rodzice Gosi przeżyją?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥

wtorek, 18 kwietnia 2017

1.1

*Gosia*

Siedziałam z dziewczynami w jednym z Wrocławskich parków. Fakt jesteśmy, a raczej byłyśmy rozrzucone po sobie, ale teraz studiujemy właśnie we Wrocławiu. Z dziewczynami znamy się już kilka ładnych lat, poznałyśmy się na blogerze i nawiązałyśmy kontakt na fb. Każda z nas studiuje co innego. Alicja jest na studiach aktorskich, Maryla studiuje fryzjerstwo, Justyna fizjoterapie, Karolina germanistykę, Patrycja chemię jądrową, a ja studiuje prawo.
- Dziewczyny może byśmy wyskoczyły na jakoś imprezę w sobotę? - Spytała Justyna.
- Ja od razu mówię, że nie idę. - Odezwała się Ala, jest ona 100% abstynentko.
- Ja mam masę wykładów.
- A ja muszę przepisywać notatki. - Rzekła Maryla.
- A ty Gosia? - Spytała Justyna.
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami lubię imprezować, ale jakoś nie mam na to ochoty.
Posiedziałyśmy w parku jeszcze pół godziny i wróciłyśmy do akademika.
Mój pokój jest dwa piętra nad pokojami dziewczyn, ale cóż. Nigdy mi to zbytnio nie przeszkadzało. Idąc jasnozielonym korytarzem i szukając kluczy do pokoju w torebce zauważyłam, ze przed drzwiami mojego pokoju stoi Sebastian. No jak dla mnie kompletny debil i sama się dziwię, że on studiuje na AWF.
- Cześć kochanie. - Chłopak ruszył w moja stronę.
" Zignoruj go. " - Powtarzałam sobie w myślach.
- Kwiatuszku dlaczego mnie ignorujesz? - Spytał Seba.
Wow ignorujesz chyba poznał nowe słowo.
- Bo Cię nienawidzę! - Rzekłam podniesionym głosem. Wyminęłam go.
- Kochanie nie kręć tak tym tyłeczkiem bo mam ochotę z tobą pogrzeszyć. - Zaśmiał się.
- Kretyn. - Skomentowałam i weszłam do pokoju.
Zdjęłam buty, położyłam torebkę na biurko, a sama usiadłam na łóżku ciężko wzdychając.
Właśnie w tym momencie mój brzuch zademonstrował śpiew godowy wielorybów. "Trzeba coś zjeść" pomyślałam i juz miałam ruszać do kuchni w naszym akademiku. Gdy nagle zadzwonił mój telefon, wyciągnęłam białe urządzenie z kieszeni, zerkając na wyświetlacz dzwoniła moja mama. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Cześć mamo. - Przywitałam się.
- Hej, jak tam? - Spytała moja rodzicielka.
- W porządku, a jak w domu beze mnie? Młody nie odwala? - Spytałam.
- W domu dość pusto, a młody się uczy i nie odwala.
- To super.
- A jak studia? - Spytała moja mama.
- Dość ciężko ale dam radę. - Rzekłam.
- Dobra mami muszę kończyć u całuj wszystkich pa.
- Pa.
Rozłączyłam się, zamknęłam drzwi od mojego pokoju i udałam się do kuchni. Gdzie była Karolina.
- Co brzuch zademonstrował śpiew godowy wielorybów? - Zaśmiała się.
- Dokładnie u Ciebie zakładami, ze też. - Zaśmiałam się.
- Tak. - Rzekła, i zabrała się za robienie kanapek, a ja postanowiła zrobić sobie zupkę chińską.
- Dzwoniła moja mama. - Rzekłam.
- To chyba dobrze. - Powiedziała Karola.
- Niby tak, ale przez telefon była dziwna. - Odparłam.
- To znaczy? - Uniosła jedną brew.
- Kiedy spytałam i Pawła w jej głosie był smutek.
- Myślisz, ze coś odwalił? - Spytała biorąc kęs kanapki.
- Wiesz kiedy wyjeżdżałam nawet się nie pożegnał bo wolał być na imprezie. - Zaczęłam mieszać łyżką w zupie, a potem zaczęłam jeść.
- Wiesz może tak zrobił bo nie chciał patrzeć jak wyjeżdżasz. - Rzekła blondynka.
- I by się nie pożegnał? Zadzwonie do niego. - Wyjęłam telefon. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piaty i...

Hej aniołki. Mamy pierwsze opowiadanie.
Pytanka.
1. Czy Gosia dobrze przeczuwa, ze jej brat cos odwalił?
2. Czy brat Gosi odbierze telefon?
Pozdrawiam.
Mała malinka.❤ 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Wstęp.

Nie każdy wieży w to, że przyjaźń przez internet istnieje. A ty w to wierzysz? Bo ja wierzę! To taka sama przyjaźń jak ta w prawdziwym życiu. Też się można razem śmiać i wygłupiać, oraz mieć podobne zainteresowania.
Bloga dedykuje moim internetowym przyjaciółkom Karoli, Alicji, Justynie, Kornelii, Maryli i Patrycji.
Ps. Zaznaczam, iż wszystkie opowiadania są wymyślone przeze mnie, a z rzeczywistością mają mało wspólnego. Potraktuj je z przymrużeniem oka.
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥

1.6

- Pati! - Rzuciłam się na szyje dziewczyny. I prawie ją przewróciłam. - Hej Gosia. - Przytulia mnie. - Wchodź. - Zaprosiłam ją do środka. ...