Internetowa Przyjaźń. ♥
niedziela, 19 listopada 2017
1.6
- Hej Gosia. - Przytulia mnie.
- Wchodź. - Zaprosiłam ją do środka. Ta chwyciła walizkę i weszła do środka.
- Ej ludzie Patrycja przyjechała.
- To świetnie im nas więcej tym lepiej. - Karola klasnęła w dłonie.
- Gosia opowiadaj co jest? - Pati spojrzałam na mnie.
- Rodzice są w szpitalu bo ten ćpun ich pobił. - ukryłam twarz w dłoniach.
- Byłaś na policji? - Spojrzała na mnie z uniesioną lewą brwią.
- Nie.
- To na co ty czekasz?
- No właśnie też jej to mówimy. - Odezwała się Alicja.
- Żeby to było takie proste. - Podeszłam do okna. Ten jeden pieprzony błąd. Jedno nagranie i wszystko jest kruche i niestabilne.
- Mała ty coś ukrywasz. - Stwierdziła Justyna.
- Jak wiecie ja i ten Sebastian z AWF byliśmy kiedyś razem. Pewnego wieczoru byłam sama w domu, więc zaprosiłam go. Wszystko ok, zjedliśmy kolacje i się zaczęło, najpierw pocałunki, po chwili byliśmy już nadzy. Wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Położył na łóżku i znowu zaczął całować, w końcu powiedział, że zrobimy to inaczej. W klimacie BDSM ja byłam uległą, a on panem, zgodziłam się, ale nie wiedziałam, że mój brat zamontował w pokoju ukryte kamery i ma nagranie z tego. Teraz mnie szantażuje, że w rzuci to do internetu. - Oparłam.
- A co Seba na to? - Spytał Damian.
- Ma to w dupie. - Rzekłam.
- W sumie to w jego stylu. - Odezwała się Maryla.
- No wiem. - Odparłam.
*Następny dzień*
Idę z ekipą przez miasto. Postanowiłam iść na policje i zgłosić co zrobił mój brat. Wchodząc na komisariat zderzyłam się z jakimś można by powiedzieć chłopakiem, był ode mnie góra pięć lat starszy.
- Przepraszam. - Powiedziałam, a ja uniosłam wzrok i zobaczyłam bruneta o opalonej cerze i niebieskich oczach. W które chyba mogłam się wtopić.
- Nie szkodzi. - Odparłam, a on obdarzył mnie zniewalającym uśmiechem.
- Szukasz tu czegoś? - Zapytał.
- Tak, chciałabym zgłosić przestępstwo. - Oznajmiłam.
- W takim razie chodź ze mną. - Odezwał się, a ja przytaknęłam i ruszyłam za nim.
Weszliśmy do pomieszczenia, w którym było biurko i dwa krzesła.
- Siadaj. - Wskazał na jedno z krzeseł.
Szybko usiadłam.
- Posterunkowy Marcin Dobosz co się stało? - Zapytał.
- Bo chodzi o to, że mój brat pobił moich rodziców bo był naćpany i mnie szantażuje. - Odpowiedziałam.
- A jak ty się nazywasz? - Zapytał.
- Małgorzata Mazur. - Odpowiedziałam.
- Mazur, Mazur. Wiktor Mazur to twój ojciec? - Zapytał a mnie zamurowało. Skąd on zna mojego ojca? No przecież pracuje w policji.
- Tak. Ale skąd ty...To znaczy pan go zna? - Zapytałam.
- To nie jest teraz ważne. - Odparł - Może wie pani gdzie może być pani brat? - Spytał, a ja zaprzeczyłam ruchem głowy.
Przecież on może być wszędzie. Bary, meliny, u kumpli. Miejsc było tysiące.
- A może ma jakiś kumpli?
- Ma ich mnóstwo, ale nie wiem gdzie mieszkają, właściwie to nic nie wiem.
- A czym cię szantażuje? - Spytał mężczyzna.
- Ma pewne nagranie. - Odparłam.
Po złożeniu zeznań wyszłam z pokoju, gdzie byli moi przyjaciele.
_ To co teraz? - Zapytał Damian, chłopak Karoli.
- Sama nie wiem.
- Ja wiem pójdziemy do kina, tobie Gosia dobrze to zrobi. - Zaproptulił mnie na poq
- To na mega duże lody. - Rzekła Patrycja.
- Dobra. - Odparłam, choć najchętniej bym zaszyła się dynblondomu i z niego nie wychodziła.
ał*Wspomnienie*yt
- Znowu nic nie potrafisz! - Wrzasnęła moja mama.
- Spójrz na swojego synka wrócił o 3 w nocy. Ten gówniarz ma 17 lat! - Powiedziałam.
- On może. - Rzekła. A mi opadły ręce w przenośni i dosłownie,zrezygnowana wyszłam do pokoju i włączyłam mój ukochany rap.
"A gdybyś tak mógł cofnąć czas
co byś spróbował naprawić
Swą pierwszą miłość
całe swe życie
a może byś wszystko zostawił."
*Rzeczywistość*
Poszłam z ekipą do lodziarni i zamówiliśmy lody. Po chwili do lodziarni wszedł Paweł - mój kolega z równoległej klasy za czasów technikum.
- Cześć Gosia. Nic się nie zmieniłaś. - Przytulił mnie na powitanie.
- Hej, ty też. Poznaj to Patrycja, Karolina, Maryla, Ala, Justyna, Wojtek i Damian. Moi przyjaciele. - Rzekłam.
- Cześć Wam. A ty Gosia nie mieszkasz teraz we Wrocławiu? - Zapytał.
- Mieszkam, ale musiałam przyjechać. - Rzekłam.
- Dlaczego? - Zapytał blondyn.
- Problemy rodzinne. - Rzekłam.
- Brat? - Zapytał?
A ja kiwnęłam głową na tak.
- Będzie dobrze. - Rzekł.
- Taa. - Odrzekłam.
- Dobra my lecimy. - Rzekłam.
Pożegnaliśmy się z Pawłem i wyszliśmy. Poszliśmy do szpitala....
Hej! A kto to wrócił? Nie było mnie bardzo długo. Przepraszam.
Pytanka:
1. Co będzie dalej?
2. Czy coś się wydarzy?
3. Jeśli tak to co?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
sobota, 12 sierpnia 2017
Miniaturka
*Gosia*
Rak, chemioterapie, szpitale choroba, a na końcu wyrok śmierć. No właśnie też mi się tak. Kilka dni temu dowiedziałam się, że mam białaczkę. i pierwsze moje pytanie to "Co?" nie wierzyłam i nadal w to nie wierzę jednak to rzeczywistość. Miałam w głowie tysiące pytań. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Za co, życie tak mnie każe? Siedziałam na szpitalnym łóżku, a przy mnie siedziała Ala.
- Gosia zobaczysz, że się wszystko ułoży. - Odezwała się.
- Ala ja mam białaczkę to nie jest przeziębienie. - Rzekłam.
- Pamiętasz co zawsze powtarzasz? - Spojrzała na mnie.
- Że trzeba iść twardo do celu... - Zaczęłam.
- Gdzie dotrze niewielu. - Dokończyłam.
- Dokładnie. Muszę już lecieć. Pa. - Na pożegnanie przytuliliśmy się i Alicja wyszła z sali, a ja? Opadłam na szpitalne łóżko i zalałam się łzami. Tak znowu płakałam jak pięciolatka. Płakałam i pytałam w myślach Dlaczego kurwa ja?! Za to, że tyle pomagam ludziom? Czy za to, że jestem taka dobra?
*Eryk*
Szedłem szpitalnym korytarzem, w sumie to już się Leże tu już miesiąc, przyzwyczaiłem się, ale na mojej sali jest strasznie pusto, dziś się dowiedziałem, że leży ze mną jakaś dziewczyna. Wszedłem na salę i ujrzałem ją. Leżała na łóżku od ściany bo moje było na środku. Brązowe włosy z tym czymś no kurcze jak to się nazywa ombre. O właśnie ombre! Jednak co rzuciło mi się w oczy to jej oczy, takie niebieskie i pełne żalu. Jej twarz była smutna i przygaszona.
- Cześć. - Przywitałem się.
- Hej. - Odparła.
- Eryk jestem. - Przedstawiłem się.
- Gosia. - Odparła.
- Ładnie. - Rzekłem.
- Dziękuje. - Kąciki jej ust uniosły się.
- Rak? - Zapytała.
- Tak, mam raka trzustki. - Odparłem.
- Przepraszam nie powinnam pytać. - Rzekła.
- Daj spokój nic się nie stało, a ciebie co tu przywiało? - Spojrzałem na nią.
- Nieprzewidywalny zbieg zdarzeń i okoliczności zwany potocznie życiem. - Odpowiedziała.
- A tak w prostych żołnierskich słowach? - Zapytałem.
- Mam białaczkę. - Odparła.
- No to nie ciekawie. - Odparłem.
- No co ty nie powiesz. - Powiedziała z wyczuwalną ironią.
- Emm.
- Pójdę się przejść. - Wstała z łóżka i wyszła, a ja położyłem się na swoje łóżko.
[...]
*Maryla*
Wiedziałam, że z dziewczynami muszę coś zrobić by Gosia wyzdrowiała. Bez niej jest tak smutno i pusto, to ona nadaje pozytywnej energii. Bez niej nie jest to samo.
- Jak Gosia? - Spytała Patrycja.
- Jak ma być? Ledwo się psychicznie trzyma. - Odparła Alicja.
- No kurwa! Musimy znaleźć dawcę szpiku. - Tym razem głos zabrała Karolina
- Masz racje. Można zrobić ulotki. - Zaproponowała Justyna, a wszyscy wzięliśmy się do roboty. Po godzinie ulotki były gotowe.
Wspólnie poszliśmy je rozdawać.
- Myślicie, że Gosia da radę? - Spytała Justyna.
- Da radę jest twarda. - Odparłam.
- Martwię się o nią. - Rzekła Karola.
- Ja też. - Odpowiedziałam wieszając ulotkę.
- Dziewczyny, nie możemy pokazać Gosi, że się boimy, bo i ona się będzie jeszcze gorzej bać. - Głos zabrała rudowłosa Alicja.
- Masz raje. - Przyznaliśmy jej racje.
- Ej, a może pójdziemy do niej w odwiedziny? - Zapytała Patrycja.
- I kupmy jej misia, bo je kocha. - Zaproponowała Ala.
- Świetny pomysł.
[...}
*Gosia*
Postanowiłam wyjść do parku przy szpitalu, jednak szybko tego pożałowałam, bo spotkałam Sebastiana. "No przecież bo mało mi problemów." - Pomyślałam.
- Cześć kwiatuszku. - Przywitał się.
Boże czy ten debil w końcu przestanie do mnie się odzywać? Już nie pamięta co mi zrobi? Zaniki pamięci ma? Czy jest debilem? Chyba to drugie.
- Nie przywitasz się ze mną skarbie? - Zbliżył się do mnie.
- A której pięści mam użyć, żeby Ci przyjebać na powitanie? - Zapytałam.
- A tak naprawdę mnie pragniesz. - Uniósł brew robiąc minę idioty.
Tak bardzo w jego stylu.
- Dobra weź skończ. - Odparłam.
- Odwołaj to! - Wrzasnął.
- Spierdalaj, bez mózgowa amebo. - Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie. Nie trwało to długo bo poczułam uderzenie w tył głowy i ciemność.
Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu. Tynk odchodził od ścian, beton zamiast podłogi, okno zakratowane i mała żarówka rozjaśnia mrok. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę, nie ustąpiły. Zamknięte, Zrezygnowana usiadłam przy ścianie. Podkulając nogi.
*W tym samym czasie*
*Eryk*
Może to dziwne, ale się martwię o Gosię. Nie ma jej już od 3 godzin, chociaż może nie potrzebnie się martwię i zaraz wróci. Fakt, poznałem tylko jej imię, ale jest śliczna! Nie Eryk stop! Nie zakochuj się! Nie pamiętasz jak było z Amelią? Zerwała z Tobą bo poznała innego. W pewnej chwili na sale weszła grupa dziewczyn.
- Ej gdzie Gosia? - Jedna z nich zwróciła się do nich.
- Zostawiła portfel, telefon i słuchawki, a ona bez tego się nie rusza. - Rzekła druga.
- Przepraszam, nie wiesz gdzie jest dziewczyna z tego łóżka? - Zapytała mnie jedna z nich.
- Wyszła gdzieś trzy godziny temu. - Odparłem.
- Co trzy godziny?! A mówiła coś?
- Tylko, że idzie się przejść. - Rzekłem. A one szybko wyszły z sali.
[***]
*Gosia*
Cholera krew, mi leci z nosa! No tak nam białaczkę, ale akurat teraz. Usiadłam tak by krew spływała na beton. A w pomieszczeniu pojawił się jakiś chłopak. Był szatynem o ciemnych oczach.
- Co jest? - Zapytał z ruskim akcentem.
- A nie widać? Krew mi z nosa leci. - Odparłam lekko zła.
- Co mam zrobić? - Był lekko spanikowany.
- Przynieś kompres z czegoś zimnego tylko owiń o ręcznikiem i jakoś miskę, no i chusteczki. - Rzekłam, a on szybko wyszedł i po chwili wrócił z rzeczami i mi je podał. Spojrzałam mu w oczy, były pełne nie pewności. Postanowiłam pociągnąć go za język.
- Jak masz na imię? - Spytałam.
- Dima. - Przedstawił się.
- Oryginalne nie powiem. - Stwierdziłam.
- Być może.
- A gdzie... - Miałam zapytać o tego debila, ale się zjawił.
- Dima, do cholery, co wy tu robicie? - Syknął na niego.
- Ja nic. - Wyrzucił ręce w górę.
- Czy ty... Dotykałeś jej. - podszedł do niego, a on zaczął zaprzeczać.
- Szefie ja jej nie tknąłem. - Odparł spanikowany.
Zaraz co "szefie" Czy to są kurwa jakieś jaja? Marny żart, bo jeśli tak to nie śmieszny.
- Słuchaj... - Chwycił go za bluzkę i przycisnął do ściany. - Nie masz prawa jej tknąć, nikt nie może dotknąć mojego kwiatuszka. - Rzekł wściekły.
- Nie tknąłem jej. - Dima dalej upierał się przy swoim.
Krew nie przestawała lecieć, a na moich rękach pojawiły się siniaki. Postanowiłam przerwać im tą kłótnie na poziomie przedszkola.
_ Przepraszam! Czy ktoś może przy nieść mi nowy kompres, albo zawieść do szpitala?! - Krzyknęłam, a ich wzrok zwrócił się na mnie.
- Co Ci jest? - Zapytał Sebastian.
- Mam białaczkę, a teraz ktoś goni po kompres. - Dima wyszedł
- Ale jak białaczkę? Kłamiesz. - Powiedział Sebastian.
- Kurwa typie, leci mi krew, jestem słaba i ma siniaki na rękach połącz fakty! - Wrzasnęłam i zemdlałam.
[***]
*Karolina*
Chodziłam bezczynnie po pokoju.
- Kochanie uspokój się. - Zwrócił się do mnie Damian - mój chłopak.
- Ale ja się martwię. - Usiadłam na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach.
- Gosia to silna dziewczyna, da radę. Właściwie to jak się poznaliście? - Zapytał siadając obok.
- Na facebooku do mnie napisała. Zaczęliśmy pisać i okazała się bardzo spoko i pozytywną osobą. - Odrzekłam. - Miała problemy, cięła się, ale gdy pisałam, że jestem smutna, rzucała swoje problemy i słuchała mnie. - Dokończyłam i się rozpłakałam. Mój chłopak mnie przytulił. Nagle odezwał się mój telefon. Szybko zerknęłam na wyświetlacz gdzie był napis "Patrycja", Odebrałam.
- Halo.
- Cześć Karola, Przyjedź do szpitala na Piłsudskiego. - Powiedziała.
- Okej, zaraz będę. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
- Jadę do szpitala. - Rzekłam.
- Poczekaj jadę z tobą. - Odezwał się Damian i udaliśmy się we Wspomniane miejsce.
*Alicja*
Siedziałyśmy na szpitalnym korytarzu i czekaliśmy na Karolinę. W końcu się zjawiła.
- Jestem. - Oznajmiła.
- No to mów Patrycja. - Powiedziała Justyna.
- Gosia się znalazła. - Odpowiedziała Pati.
- Gdzie była? - Spytałam.
- Znaleźli ją pod szpitalem i jest na tej sali. - Odparła Patrycja.
- Wchodzimy. - Powiedziała Justyna i żwawo weszła do sali, a my za nić.
Jen widok był straszny. Gosia spała na łóżku. blada z siniakami i jakimiś kabelkami przyczepionymi do niej. Chłopak który leżał na łóżku obok był w nią wpatrzony.
- Gosia. - Odezwała się Partycja.
- Cicho obudzisz ją. - Skarcił ją. - Niech odpoczywa, aniołek. - Powiedział.
- Możemy porozmawiać na korytarzu? - Zapytała Karola.
-Tak. - Odparł i wyszliśmy.
- Dawno ją przywieźli? - Zapytała Patrycja.
- Jakieś pół godziny temu. - Odparł.
- A coś więcej wiesz? - Zapytałam.
- Tylko, że znaleźli ją nie przytomną pod szpitalem. - Odrzekł.
- A czemu powiedziałeś na nią "Aniołek"? - Zapytałam.
- Tak jakoś. Muszę iść. Cześć. - Powiedział i wszedł do sali.
- To co robimy? - Spytała Justyna.
- Proponuje jechać do siebie i jutro do niej przyjechać, niech odpocznie. I tego misia jej kupimy. - Rzekłam, a reszta przytaknęła. Pożegnałyśmy się i pojechaliśmy do siebie.
*Patrycja*
Pojechałam do swojego mieszkania i od razu położyłam się spać, byłam zmęczona, cholernie bałam się o Gosię, z resztą jak i reszta. Długo o tym myślałam, aż w końcu zasnęłam. Obudził mnie mój budzik, "Ahh, znowu nie wyłączyłam tego draństwa." - Pomyślałam, po czym wyciągnęłam swoją prawicę i wyłączyłam urządzenie. Po czym wygramoliłam się spod mojej pudrowo różowej kołdry. Za wędrowałam do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie, potem się przebrałam, zrobiłam poranną toaletę, uczesałam włosy, zrobiłam makijaż. Zadzwoniłam do dziewczyn i umówiliśmy się pod galerią Dominikańską. Kiedy wszystkie byłyśmy w umówionym miejscu poszliśmy kupić Małgosi misia i breloczek puszek. Później pojechaliśmy do szpitala i weszliśmy na salę Gosi, Widać było, że się ucieszyła.
- Hej Gosia. - Powiedzieliśmy nie mal, że chórem.
- Dziewczyny. - Pisnęła i nas przytuliła.
- Jak się czujesz? - Zapytała Ala.
- Jakoś się trzymam. - Odrzekła i spojrzała za okno.
- Musisz iść na policję. - Rzekła Karolina.
- Byli już tu i mnie przesłuchiwali. - Odrzekła Gosia.
- No i zawsze coś.
- Ale ja się boję. Jeszcze go nie złapali. - Odrzekła ze łzami w oczach.
- Będzie dobrze. - Powiedziałam i ją przytuliłam.
- Dziękuje wam. - Odparła.
- Przestań, przecież przyjaciółki od tego są. - Powiedziała Maryla.
- Dziękuje, jeszcze raz. W ogóle ten chłopak z łóżka obok, Eryk też jest spoko.
*2 lata później*
*Justyna*
Gosia po półtorej roku walki z białaczką pokonała chorobę, jest zaręczona z Erykiem. Karolina i Damian mają dwu miesięczną córeczkę Agatkę, Alicja i Wojtek planują wziąć ślub. Patrycja ma chłopaka Nikodema. Maryla i Emil są zaręczeni i oczekują syna bo Maryla jest w piątym miesiącu ciąży, planują dać mu na imię Adaś. A ja, mam chłopaka Kubę.
Tak, właśnie skończyłam miniaturkę. Jestem z siebie dumna.
Co sądzicie?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
niedziela, 16 lipca 2017
Prośba
Dziękuje.
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
czwartek, 4 maja 2017
1.5
- Chodźcie pokaże wam miasto. - Rzekłam.
- O świetny pomysł. - Powiedziała Karolina.
- Genialny. - Dodała reszta.
Zapłaciliśmy za nasze kawy i wyszliśmy z kawiarni. Postanowiłam zabrać ich do jednego z moich ulubionych miejsc czyli do opuszczonej fabryki. Dlaczego tam? Bo lubiłam tam chodzić. Szliśmy korytarzem fabryki.
- A jak tam Twoi rodzice? - Spytała Alicja.
- Leżą na OIOMie nie wiadomo czy przeżyją. - Spuściłam wzrok. Tak cholernie się o nich bałam.
- Będzie dobrze. - Odezwała się Justyna.
- Musi być dobrze. - Poprawiła ją Maryla.
Po chwili obok nas przeszło dwóch chłopaków, których kojarzyłam.
- Ej gdzie mój telefon? - Spytała Ala.
- I mój aparat? - Dodała Karolina.
Spojrzałam na dziewczyny, a potem wzrokiem na tych chłopaków, w ręce jednego z nich zauważyłam aparat Karoli.
- To oni! - Krzyknęłam.
Chłopacy zaczęli uciekać, a Damian i Wojtek rzucili się w pogoń za nimi.
- To telefon Ali. - Rzekł Wojtek.
- To co szybciej biegniesz?
Po chwili Damian i Wojtek złapali ich i odebrali własności swoich dziewczyn. Razem z dziewczynami i Emilem dobiegłyśmy na miejsce. Kiedy zobaczyłam z bliska twarze złodziei zdębiałam.
- Adam? Kuba? - Spytałam patrząc to na jednego, to na drugiego. Fakt z Kubą miałam "Spinę" ale Adaś nigdy nie kradł.
- Gosia a co ty tu robisz? - Spytał Adam.
- Aktualnie stoję i się dziwię, że kumplowałam się z wami. - Rzekłam.
- Przepraszamy. - Chłopacy wykazali skruchę i oddali ukradzione rzeczy.
- Zgłosicie to na Policje? - Kuba spojrzał na Alę i Karolinę.
- Myślę, że nie bezie takiej potrzeby. - Rzekła Karola.
- Też tak sądzę. - Odezwała się Ala.
Po wszystkich pożegnaliśmy się z chłopakami i poszliśmy dalej na miasto.
*5 godzin później*
Siedziałam z przyjaciółmi w pokoju rodziców, postanowiliśmy, że będziemy spać w tym pokoju. Chłopacy przenieśli moje łóżko ja przyniosłam ze strychu materac i kołdry puchowe. Potem wzięliśmy się za kolacje. Kiedy w kuchni zjawił się mój brat.
- Co to za kółko różańcowe? - spytał mój brat.
- To moi przyjaciele. - Rzekłam.
- Gośka do naszego pokoju. - Powiedział i ruszył do wspomnianego miejsca, a ja poszłam za nim.
- Co chcesz? - Spytałam.
- Posłuchaj te kółko wzajemnej adoracji ma zniknąć. - Odpowiedział.
- Chyba cię pojebało nie wyrzucę ich. - Odparłam.
- Tak a chcesz, żeby się dowiedzieli co robiłaś z Sebastianem? - Spytał.
No cóż Sebastian był tym z którym straciłam dziewictwo, najgorsze jest to, że było to w klimacie BDSM.
- Wiesz ja mam filmik z tym. - Mówił dalej i włączył nagranie.
Sama nie wiem jak ale zabrałam mu telefon i to usunęłam.
- Bez obaw mam to na kompie. - powiedział.
- Słuchaj spróbujesz to komuś pokazać to pójdę na policje, że pobiłeś rodziców. - Rzekłam.
- Przyszła pani adwokat mi grozi? - Spytał mój brat.
- Nie ostrzegam Cię. - Rzekłam, a on wyszedł jak by nigdy nic.
"Niech cię szlak Paweł" - Pomyślałam i poszłam do przyjaciół.
- Wszystko ok? - Spytała Maryla.
- Tak. - Odpowiedziałam i usiadłam obok Justyny.
Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi... Poszłam otworzyć. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta....
Cześć misie! Wczoraj te opko mi się usunęło. Nie wiem czemu. Ale już jest.
Pytanka:
1. Kto był za drzwiami?
2. Co się wydarzy?
Pozdrawiam.
Mała malinka.❤
sobota, 29 kwietnia 2017
1.4
- Gosia ty tu? - Usłyszałam męski głos, odwróciłam się i zobaczyłam Mateusza. Mojego kumpla z liceum. On chodził ze mną do klasy. Mimo tego, że zajmował się nielegalnymi interesami do gadywaliśmy się.
- Hej Mat. - Rzekłam.
- A ty nie powinnaś być we Wrocławiu? - Spytał Mateusz.
- Moi rodzice zostali pobici i są w szpitalu. Wszystko przez mojego brata. - Odpowiedziałam.
- Nadal ćpa? - Spytał Mateusz.
- Tak, ale mam sprawę...
- Wal.
- Postrzelił byś go, zapłacę ci. - Rzekłam.
- Ile? - Zapytał.
- Pięć tysięcy. - Odparłam.
- Zastanowię się. - Rzekł.
- Dzięki idę nara.
- Nara.
Postanowiłam puść jeszcze na jakieś zakupy. Po trzech godzinach wróciłam do domu. Otworzyłam drzwi z klucza i weszłam do środka. Z mojego pokoju usłyszałam hałas. "Oho znowu jego kumple są tu." - Pomyślałam i zaczęłam wykładać produkty na stół. Nagle poczułam czyjeś ręce na biodrach.
- Ale ty masz boskie ciało. - To był Marcin jeden z kumpli mojego brata.
- Weź te łapy. - Syknęłam.
Marcin zaczął wpychać mi ręce pod bluzkę. Szybko go odetchnęłam i pobiegłam do łazienki. Gdzie zamknęłam się od środka. Wyjęłam telefon i zobaczyłam dziesięć nieodebranych połączeń od Karoliny, osiem od Maryli i po pięć od Ali i Justyny
Już miałam dzwonić do Karoliny, ale ujrzałam, że dzwoni do mnie Mat. Odebrałam bez zastanowienia.
-Zdecydowałem się, zrobię to. Proponuję dwa tysie przed robotą i resztę po. Co ty na to?- powiedział.
-To gdzie i kiedy chcesz hajsy?
-Potem ci wyśle SMS-a, bo teraz muszę kończyć- odparł i się rozłączył. Ja wykręciłam numer do Karoli. -No nareszcie- usłyszałam w słuchawce- Pragnę cię powiadomić, że jedziemy tam do ciebie.
-Że co?! Ale nie możecie tutaj przyjechać.
-Nie ma żadnego ale. Już jesteśmy w pociągu Gośka. Za jakąś godzinę powinnyśmy być- oznajmiła moja przyjaciółka. "No zajebiście"- pomyślałam. Mój brat z domu zrobił melinę, a moje przyjaciółki tutaj jadą. Nagle usłyszałam wycie syren a zaraz potem huk.
-Gosia, co się tam dzieje?- zapytała Ala.
-Pogadamy jak przyjedziecie. Teraz muszę kończyć- rozłączyłam się i postanowiłam wyjść z łazienki.
Wyszłam i jedyne co zobaczyłam to mnóstwo dymu i strażaków gaszących pożar.
- Niech pani stad wyjdzie. - Usłyszałam męski głos i zanim zdążyłam zaprotestować, ktoś chwycił mnie za nadgarstek i wyciągnął z domu.
- Czy ktoś może mi wyjaśnić co tu się dzieje? - Spytałam.
- Wracałam z zakupów i zobaczyłam dym który się wydobywał z okna. - Powiedziała pani Ewa moja sąsiadka.
- A co z moim bratem i jego kolegami? - Spytałam.
- Widziałam jak gdzieś szli. - Odezwał się pan Andrzej.
- Boże to jest jak zły sen.
Po chwili strażacy wyszli z mojego domu.
- Sytuacja opanowana. - Rzekł jeden z nich.
- Dziękuje. - Rzekłam.
- Strażacy pojechali, a grupka widzów się rozeszła.
Ja natomiast dostałam SMS-a od Mata. "Kasa za czterdzieści pięć minut na naszym miejscu."
Zabrałam torebkę i poszłam do banku wypłacić pieniądze, a potem w ustalone miejsce, gdzie był już Mat.
- Masz? - Spytał Mateusz.
- Mam. - Już miałam dać mu kopertę, ale usłyszałam głos Karoliny.
- Uciekaj. - Szepnęłam do Mateusza, a sama schowałam pieniądze.
Po chwili dziewczyny Damian i Emil byli przede mną.
- Hej. - Przywitałam się.
- Gośka co ty robisz? - Spytała Karolina.
- Ale o co ci chodzi? - Starałam się grać zaskoczoną
- O to, ze widzieliśmy wszystko. - Rzekła Maryla.
- A co ja mam innego zrobić?!
- Może iść na policje. Gosia studiujesz prawo i chcesz to zjebać. - Karolina złapała mnie za ramiona i potrzasnęła. Chyba się obudziłam bo pomysł z postrzałem wydał mi się głupi.
- Dobra chodźcie do kawiarni niedaleko. Pogadamy na spokojnie. - Rzekłam, a oni mi przytakneli.
*Dziesięć minut później*
- Nie musieliście przyjeżdżać. - Powiedziałam.
- Musieliśmy. - Rzekła Ala.
- Już byś się wpakowała w kłopoty. - Dodała Justyna.
- Bywa.
- Żadne "Bywa" Gosia wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć, ale nie rób takich rzeczy. - Blondynka zamknęła mnie w żelaznym uścisku. A juz po chwili reszta dziewczyn dołączyła.
- Dziękuje. - Rzekłam.
- Macie już hotel? - Spytałam.
- Nie.
- Cholera. A dobra zamieszkacie u mnie. - Rzekłam. Choć nie wiedziałam czy to dobry pomysł...
No cześć słonka! Sobota i kolejne opowiadanko.
Pytanka
1. Czy to dobry pomysł, żeby przyjaciele Gosi u niej zamieszkali?
2. Czy brat Gosi stanie się dla nich zagrożeniem?
Tego wszystkiego dowiecie się niebawem.
A i jeszcze jedno pamiętaj
Komentujesz = Motywujesz. :*
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
niedziela, 23 kwietnia 2017
1.3
- Pociąg jadący z Wrocławia do Ostrołęki dojechał na miejsce. Dziękujemy za podróż. - Usłyszałam komunikat, który mnie obudził. Szybko sprawdziłam czy wszystko mam, na szczęście wszystko było, zabrałam walizkę i torebkę i wysiadłam z pociągu. Zerknęłam na zegarek, który miałam na ręce godzina czwarta. Szpital pewnie zamknięty, Postanowiłam udać się do domu, choć sama nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Ale innego nie miałam. Chyba po trzydziestu minutach byłam przed drzwiami, otworzyłam je kluczem i weszłam do środka. Poszłam do swojego pokoju, mój brat spał na swoim łóżku jak by nigdy nic nie zrobił. Oparłam się o futrynę drzwi, patrzyłam na niego. Tak to mój brat ten przestępca, westchnęłam tylko. Udałam się do pokoju rodziców, postawiłam walizkę przy stole, a sama położyłam się na ich łóżko przykryłam kocem i zasnęłam.
Obudził mnie huk zamykanej szafki. Niczym wystraszony kot, który spał poderwałam się z łóżka. Ahh no tak mój brat to jednak nie potrafi być cicho.
- No proszę, kto to nas odwiedził? - Zapytał z kpiną w głosie. - Witam moją kochaną siostrzyczkę. - Dodał.
Spojrzałam na niego. W głębi siebie miałam ochotę do niego podejść i mu coś zrobić.
- Daruj sobie. - Powiedziałam, po czym wyjęłam z walizki ciuchy i poszłam do łazienki się ubrać i doprowadzić do porządku. Kiedy wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni mój brat siedział przy stole jedząc płatki. Spojrzałam na niego, po czym podeszłam do kuchennego blatu, wzięłam z niego sok i nalałam do szklanki, którą wcześniej wyjęłam z szafki.
- Po co przyjechałaś? - Spytał chłopak.
- A co miałam zrobić? Rodzice są w szpitalu pobici. I to wszystko twoja sprawka! - Krzyknęłam.
Widocznie cała złość znalazła ujście.
- Dostali bo za mocno fikali. - Odpowiedział ze spokojem.
Miałam już go dość. Wyszłam z kuchni. Poszłam do pokoju rodziców sprawdziłam czy wszystko mam w torebce z portfela zniknęło pięćset złotych. Wściekła poszłam do kuchni.
- Masz trzy sekundy na oddanie moich pieniędzy. - Mój głos z tego miłego stał się stanowczy.
- Ale o czym ty mówisz? - Mój brat strugał idiotę.
- W portfelu miałam pięćset złotych i trochę drobnych, były jeszcze wcześniej, a teraz ich nie ma. Liczę do trzech. - Rzekłam i zaczęłam odliczać.
- Raz...
- Dwa...
- Masz. - mój brat rzucił banknotami na stół.
Szybko je zebrałam, zabrałam torebkę i wyszłam. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala.
- Dzień dobry szukam państwa Magdaleny i Wiktora Mazur. - Zwróciłam się do pani z recepcji.
- Dzień dobry, a jesteś kimś z rodziny? - Spytała kobieta w średnim wieku.
- Tak jestem ich córką. - Odpowiedziałam.
- Pani rodzice są na OIOMie to 2 piętro na wprost windy. Znajdują się na sali numer 273 - Rzekła kobieta.
- Dobrze dziękuje do widzenia. - Powiedziałam i udałam się w kierunku windy, którą pojechałam na drugie piętro. Wysiadłam z windy i szybko pobiegłam na OIOM. Nie czekając na nic wparowałam do sali rodziców i nogi mi się ugięły, oboje byli nie przytomni. Podłączeni do różnych aparatur nawet nie wiedziałam do czego te kabelki, tata miał zabandażowaną głowę.
- Proszę pani tutaj nie wolno wchodzić. - Usłyszałam męski głos.
- Ale to moi rodzice. - Zwróciłam się w stronę mężczyzny, który był lekarzem.
- W takim razie zapraszam ze sobą. - Powiedział, a ja udałam się za nim.
*Karolina*
_ Co Gośka wyjechała i ty jej na to pozwoliłaś, żeby sama jechała? - Spytałam.
- Ale ona sama mi zakazała. - Odezwała się Maryla.
- Jej brat jest niebezpieczny. - Tym razem głos zabrała Alicja.
- Do cholery Gosia jest w niebezpieczeństwie, potrzebuje naszego wsparcia. - Powiedziałam.
- Ale to 6 godzin jazdy, na dodatek nie znamy tego miasta, nie wspomnę o tym, że jej brat to narkoman. - Odezwała się Justyna.
- Nie obchodzi mnie to. Są mapy google. Poradzę sobie. - Rzekłam.
- Ale kochanie nie możesz sama jechać, pojadę z Tobą. - Odezwał się Damian.
- A reszta? - Zapytałam.
- Ja jadę. - Odezwała się Maryla.
- Ja też. - Odezwał Emil chłopak Maryli.
- My też jedziemy. - Powiedzieli Alicja i jej chłopak Wojtek.
- Ja też. - Powiedziała Justyna.
- Ktoś jeszcze? - Spytałam.
- Ja. - Odezwał się Sebastian, a ja spojrzałam na niego wzrokiem seryjnego mordercy.
- Żartuję. - Zaśmiał się.
Razem z dziewczynami, Damianem i Emilem poszliśmy do naszych pokoi i zaczęliśmy się pakować.
*Gosia*
- Co z nimi? - Spytałam.
- Otóż Twoi rodzice zostali poważnie pobici. Twoja mama miała pękniętą śledzionę i połamana żebra, a twój tata miał pękniętą czaszkę i krwotok. - Oznajmił doktor Marek Szewczyk.
- Przeżyją? - Spytałam.
- Zrobimy wszystko by tak się stało. - Powiedział doktor.
- Mogę do nich wejść. - Spytałam.
- Tak, ale tylko na chwilę i ubierz fartuch. - Oznajmił mężczyzna.
- Dziękuje. - Wstałam z krzesła na którym siedziałam i poszłam na OIOM założyłam fartuch i weszłam do sali rodziców. Patrzyłam na nich i rozpłakałam się jak dziecko i wyszłam z sali. Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach.
"Kurwa dlaczego?" - Spytałam samą siebie w myślach. "Nie to nie może tak być, nie pozwolę by on chodził po świecie. On musi trafić do więzienia." - Pomyślałam, po czym szybko wstałam i skierowałam się do wyjścia...
Cześć aniołki! Mamy kolejne opowiadanie.
1. Co zrobi Gosia?
2. Czy Gosi się coś stanie?
3. A może ktoś ją powstrzyma?
Tego wszystkiego dowiecie się niebawem.
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
sobota, 22 kwietnia 2017
1.2
- Abonament czasowo niedostępny. - Usłyszałam w słuchawce.
- Niech to szlak!
- Spokojnie. Uspokój się i zjedz tą zupę. - Karola starała się mnie uspokoić.
A ja tylko westchnęłam i zaczęłam jeść. Jednak co chwila zerkałam na telefon leżący na stole.
Po posiłku Karolina poszła do swojego pokoju, gdyż przyszedł do niej jej chłopak Damian, a ja zabrałam się za umycie naczyń, bo nie chciałam zostawić po sobie bałaganu. Nagle usłyszałam dźwięk SMSa, szybko wytarłam ręce i wyjęłam telefon, odblokowałam go i odczytałam wiadomość od brata "Jestem na imprezie nie mogę gadać."
"No kurwa", zaklęłam w duchu. Bałam się, że znowu wróci do domu naćpany i będzie się awanturował. Przez głowę mi przeszło nawet, żeby może wsiąść w pociąg i pojechać do mojej rodzinnej miejscowości, ale z drugiej strony studia. Miałam mętlik w głowie. Bałam się, że kolejny raz któryś z moich rodziców wyląduje w szpitalu. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy bezsilności. Nic do niego nie docierało, że przesadza. Nie miałam pomysłu jak na niego wpłynąć. W końcu poszłam do swojej sypialni. Otworzyłam szafę, wyjęłam z niej walizkę i zaczęłam się pakować. Po pięciu minutach wywaliłam z niej jednak wszystko i rzuciłam się na łóżko. Po jakimś czasie zasnęłam. Około dwudziestej trzeciej obudził mnie telefon. Spojrzałam na niego. Numeru nie miałam zapisanego. Odebrałam nie pewnie.
-Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Małgorzatą Mazur- usłyszałam w słuchawce.
-Tak, a kto mówi?
-Ja nazywam się Anna Reiter, dzwonię ze szpitala w Ostrołęce w sprawie pani rodziców- odparła, a mi się zrobiło gorąco.
-Co, co się stało?- wyjąkałam.
-Pani rodzice trafili do nas z poważnymi obrażeniami po pobiciu- powiedziała, a mi serce podeszło do gardła. Wiedziałam kto za tym stał. Byłam na siebie wściekła, że się nie spakowałam i nie wyruszyłam do domu tak, jak to było w pierwotnej wersji.
"Spakować rzeczy, wsiąść w pociąg nocny i jechać do domu" - Ta myśl pojawiła się w mojej głowie. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie dwudziesta trzecia czterdzieści. Szybko spakowałam walizkę, trochę się ogarnęłam i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Ruszyłam a stronę schodów. Gdy nagle zaczepiła mnie Maryla.
- Gdzie się idziesz? Po co Ci ta walizka. - Wskazała na walizkę z motywem wieży Eifela.
- Wracam do domu. Moi rodzice są w szpitalu, młody za tym stoi. - Rzekłam.
- Ale ty nie możesz sama jechać. - Stwierdziła - Pojadę z tobą.
- Nawet o tym nie myśl. - Powiedziałam.
- Paweł jest niebezpieczny. - Dodałam i spuściłam wzrok.
*Wspomnienie*
Siedziałam w pokoju obstawiona książkami uczyłam się do matury. Nagle usłyszałam, krzyki z pokoju rodziców. Po cichu podeszłam do drzwi i delikatnie je otworzyłam robiąc sobie szparę, tak bym mogła obserwować wszystko
- Znowu jesteś naćpany! - Krzyknął mój tata.
- Spierdalaj! - Odpowiedział mój brat
- Magda zrób coś z nim. - Tata zwrócił się do mamy, która siedziała załamana przy stole. Kobieta wstała i podeszła do mojego brata.
- Dlaczego ty to robisz? - Spytała patrząc na niego.
- Bo to kocham. - Uderzył ją w twarz i ruszył w stronę pokoju w którym byłam.
Szybko usiadłam na łóżko udając, że się uczę. Drzwi się otworzyły, a ja wyprostowałam się przy ścianie i wyostrzyłam słuch i wzrok. Wszedł do pokoju usłyszałam głośne kroki lekko podniosłam głowę. Spojrzał na mnie.
- A ty jak zwykle w książkach. - Zakpił.
Westchnęłam tylko, wstałam i wyszłam z pokoju udając się na pokoju rodziców. Mama siedziała zapłakana, a tata ją przytulał.
Podeszłam do nich.
- Wszystko widziałam. - Oznajmiłam.
- Uderzył cię? - Spytał tata.
A ja zaprzeczyłam ruchem głowy. Mój brat wyszedł z pokoju i ruszył do drzwi.
_ Wychodzę na imprezę. - Oznajmił, a ja miałam ochotę do niego podejść i go okrzanić.
*Rzeczywistość*
- A jak coś Ci zrobi? - Spytała Maryla.
- Dam sobie radę.
- Uważaj na siebie. - Rzekła i mnie przytuliła.
- Będę. Powiedz dziewczynom, że wrócę i jeszcze wiesz komu. - Przytuliłam się do niej.
- Dobrze. - Rzekła.
- To pa. - Wyswobodziłam się z je objęć.
- Pa. - Rzekłam
*Godzinę później*
Siedziałam w pociągu, który jechał do mojej rodzinnej miejscowości. W uszach mam słuchawki, leci Paluch. Patrzę za okno. Boje się o rodziców. Co mnie spotka w domu? Czy przeżyją? Co mój brat na moją wizytę? W głowie mam mętlik. Pełno pytań bez odpowiedzi. W końcu ogarnia mnie senność i zasypiam...
Hej misie! Kolejne opko przed nami, tym razem pisane z tą panią -------> Blogerka1978 Dziękuje za pomoc. :*
Pytanka.
1. Czy Gosia dobrze zrobiła wyjeżdżając z Wrocławia do rodzinnej miejscowości?
2. Czy coś się wydarzy między nią, a jej bratem?
3. Czy rodzice Gosi przeżyją?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
wtorek, 18 kwietnia 2017
1.1
*Gosia*
Siedziałam z dziewczynami w jednym z Wrocławskich parków. Fakt jesteśmy, a raczej byłyśmy rozrzucone po sobie, ale teraz studiujemy właśnie we Wrocławiu. Z dziewczynami znamy się już kilka ładnych lat, poznałyśmy się na blogerze i nawiązałyśmy kontakt na fb. Każda z nas studiuje co innego. Alicja jest na studiach aktorskich, Maryla studiuje fryzjerstwo, Justyna fizjoterapie, Karolina germanistykę, Patrycja chemię jądrową, a ja studiuje prawo.
- Dziewczyny może byśmy wyskoczyły na jakoś imprezę w sobotę? - Spytała Justyna.
- Ja od razu mówię, że nie idę. - Odezwała się Ala, jest ona 100% abstynentko.
- Ja mam masę wykładów.
- A ja muszę przepisywać notatki. - Rzekła Maryla.
- A ty Gosia? - Spytała Justyna.
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami lubię imprezować, ale jakoś nie mam na to ochoty.
Posiedziałyśmy w parku jeszcze pół godziny i wróciłyśmy do akademika.
Mój pokój jest dwa piętra nad pokojami dziewczyn, ale cóż. Nigdy mi to zbytnio nie przeszkadzało. Idąc jasnozielonym korytarzem i szukając kluczy do pokoju w torebce zauważyłam, ze przed drzwiami mojego pokoju stoi Sebastian. No jak dla mnie kompletny debil i sama się dziwię, że on studiuje na AWF.
- Cześć kochanie. - Chłopak ruszył w moja stronę.
" Zignoruj go. " - Powtarzałam sobie w myślach.
- Kwiatuszku dlaczego mnie ignorujesz? - Spytał Seba.
Wow ignorujesz chyba poznał nowe słowo.
- Bo Cię nienawidzę! - Rzekłam podniesionym głosem. Wyminęłam go.
- Kochanie nie kręć tak tym tyłeczkiem bo mam ochotę z tobą pogrzeszyć. - Zaśmiał się.
- Kretyn. - Skomentowałam i weszłam do pokoju.
Zdjęłam buty, położyłam torebkę na biurko, a sama usiadłam na łóżku ciężko wzdychając.
Właśnie w tym momencie mój brzuch zademonstrował śpiew godowy wielorybów. "Trzeba coś zjeść" pomyślałam i juz miałam ruszać do kuchni w naszym akademiku. Gdy nagle zadzwonił mój telefon, wyciągnęłam białe urządzenie z kieszeni, zerkając na wyświetlacz dzwoniła moja mama. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Cześć mamo. - Przywitałam się.
- Hej, jak tam? - Spytała moja rodzicielka.
- W porządku, a jak w domu beze mnie? Młody nie odwala? - Spytałam.
- W domu dość pusto, a młody się uczy i nie odwala.
- To super.
- A jak studia? - Spytała moja mama.
- Dość ciężko ale dam radę. - Rzekłam.
- Dobra mami muszę kończyć u całuj wszystkich pa.
- Pa.
Rozłączyłam się, zamknęłam drzwi od mojego pokoju i udałam się do kuchni. Gdzie była Karolina.
- Co brzuch zademonstrował śpiew godowy wielorybów? - Zaśmiała się.
- Dokładnie u Ciebie zakładami, ze też. - Zaśmiałam się.
- Tak. - Rzekła, i zabrała się za robienie kanapek, a ja postanowiła zrobić sobie zupkę chińską.
- Dzwoniła moja mama. - Rzekłam.
- To chyba dobrze. - Powiedziała Karola.
- Niby tak, ale przez telefon była dziwna. - Odparłam.
- To znaczy? - Uniosła jedną brew.
- Kiedy spytałam i Pawła w jej głosie był smutek.
- Myślisz, ze coś odwalił? - Spytała biorąc kęs kanapki.
- Wiesz kiedy wyjeżdżałam nawet się nie pożegnał bo wolał być na imprezie. - Zaczęłam mieszać łyżką w zupie, a potem zaczęłam jeść.
- Wiesz może tak zrobił bo nie chciał patrzeć jak wyjeżdżasz. - Rzekła blondynka.
- I by się nie pożegnał? Zadzwonie do niego. - Wyjęłam telefon. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piaty i...
Hej aniołki. Mamy pierwsze opowiadanie.
Pytanka.
1. Czy Gosia dobrze przeczuwa, ze jej brat cos odwalił?
2. Czy brat Gosi odbierze telefon?
Pozdrawiam.
Mała malinka.❤
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Wstęp.
Nie każdy wieży w to, że przyjaźń przez internet istnieje. A ty w to wierzysz? Bo ja wierzę! To taka sama przyjaźń jak ta w prawdziwym życiu. Też się można razem śmiać i wygłupiać, oraz mieć podobne zainteresowania.
Bloga dedykuje moim internetowym przyjaciółkom Karoli, Alicji, Justynie, Kornelii, Maryli i Patrycji.
Ps. Zaznaczam, iż wszystkie opowiadania są wymyślone przeze mnie, a z rzeczywistością mają mało wspólnego. Potraktuj je z przymrużeniem oka.
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
1.6
- Pati! - Rzuciłam się na szyje dziewczyny. I prawie ją przewróciłam. - Hej Gosia. - Przytulia mnie. - Wchodź. - Zaprosiłam ją do środka. ...